Spódnica tiulowa z koła, czyli jak poskromić bezowego trolla…:)

spódnica tiulowa z koła

Pamiętacie mój post z inspiracjami szyciowymi na najbliższe miesiące? Pierwszy moodboard nawiązywał właśnie do materii, z którą zapoznam Was dziś moim amatorskim krawieckim okiem. Na myśli mam oczywiście tiul i spódnicę, którą zaplanowałam sobie sprawić z okazji wesela przyjaciółki. Jak możecie się domyślić – skoro powstał post, zapewne powstała także i owa spódnica. I jest to prawda. 🙂 Niech Was jednak nie zwiedzie lekkość i anielska wręcz delikatność tiulu, która zamroczyła mój instynkt krawiecki! Jest to prawdziwy troll wśród tkanin, ale spokojnie –  przy odpowiednim podejściu można go poskromić – o tym właśnie dziś. Zostańcie i nauczcie się czegoś na moich błędach…:)

Podejścia do spódnicy miałam dwa – dopiero to drugie mogę nazwać udanym, ale o tym za chwilę. Na początku postanowiłam uszyć spódnicę na bazie podszewki z koła oraz połączonych ze sobą ośmiu warstw (sparowanych po dwie) tiulu – dwie marszczone, a dwie z kontrafałdami. To wszystko oczywiście na pasku i z zamkiem krytym. 🙂  Skąd ten kuriozalny pomysł łączenia wszystkich znanych mi metod szycia spódnicy? A bo ja wiem… Poniosła mnie wyobraźnia. Bardzo ograniczona, jak się później okazało… 🙂

spódnica tiulowa

Spódnica tiulowa – podejście pierwsze…

Założyłam, że będę szyć tę spódnicę niewiele czasu, bo to w końcu (o, święta naiwności!) przecież nic trudnego. Taaaa… W zasadzie wszystko do pewnego momentu szło jak po maśle – dokumentowałam każdy krok, mając nadzieję, że sklecę z tego jakiś przydatny opis szycia krok po kroku. Niestety nie ma to sensu, bo happy endu nie było. 🙂 A zabrałam się za to naprawdę z sercem – podszewkę wykończyłam pięknie lamówką…

spódnica tiulowa z koła

… łączyłam kolejne warstwy pieczołowicie i dokładnie je fastrygując lub szpilkując…

spódnica tiulowa0311

spódnica tiulowa z koła

… na nic jednak się to nie zdało, bo poległam całkowicie na ostatnim elemencie, jakim było wszycie zamka. Nie spodziewałam się trudności akurat w tym miejscu, bo przecież nie był to mój pierwszy zamek i w zasadzie nie widziałam możliwości komplikacji. A jednak – pojawiły się – i to tłumnie. Tiul ściągał mi się w okolicach zamka nieestetycznie, przy odpruwaniu go rwały się kolejne oczka tkaniny, a całość zaczęła wołać o pomstę do krawieckiego nieba (gdzie wszyscy mają nieograniczony budżet i czas na szycie, a udane projekty sypią się lawinowo…:) ). Nie wspomnę o moich nerwach i irytacji. Grrrr…

spódnica tiulowa

Nie poddawałam się przez dwa, a może nawet trzy wieczory – prułam i szyłam, prułam – szyłam, prułam, itd… Znacie to, prawda? 😉 W końcu stwierdziłam, że daję sobie spokój i do decyzji zostawiłam sobie dwa wyjścia – uszyć nową spódnicę (a co za tym idzie jeszcze raz kupić materiały i zaczynać od początku) albo całkiem porzucić ten pomysł. Nie powiem, że nie wahałam się ze wskazaniem na drugą opcję, ale Wasze wsparcie na Instagramie i Facebooku dało mi kopa, który nie pozwolił się poddać. 🙂 (Zanim jednak kupiłam kolejną partię tiulu, odrysowałam w razie czego wykrój na sukienkę 🙂 )

Spódnica tiulowa – podejście nr 2

Kto zna mnie choć trochę wie, jak bardzo złoszczę się na siebie, kiedy coś spartaczę. Miałam tak od zawsze – z trudem udawało mi się panować chociażby nad mimiką podczas koncertów, kiedy na scenie popełniłam jakiś błąd – a to zdecydowanie nieprofesjonalne. 🙂 Wracając jednak do spódnicy tiulowej – po podejściu pierwszym straciłam 90% zapału, jaki wiązał się z jej szyciem – zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle ją ubiorę – nawet jeżeli zdecyduję się uszyć drugi egzemplarz. Decyzja jednak zapadła – zabrałam się za poskramianie bezowego trolla…:)

Tym razem (poganiana przez upływający z zawrotną szybkością czas) postanowiłam postawić na sprawdzony fason – spódnicę z koła. Bez zamka oczywiście – nie miałam ochoty ani siły walczyć z nim po raz kolejny (no i szczerze, nie uśmiechało mi się wyrzucać pieniędzy do kosza razem z poprutym tiulem).

Spódnicę uszyłam na formie koła o obwodzie 95 cm – tak, żeby bez problemu przeszła mi przez biodra, a w talii samoistnie się zmarszczyła. Długość podszewki to ok.52 cm, a warstw tiulu ok.55. Jak uszyć spódnicę z koła krok po kroku pokazywałam TUTAJ.

spódnica tiulowa

spódnica tiulowa z koła

Zamiast paska wszyłam dopasowaną kolorystycznie gumę. Nie obyło się w tym wypadku bez problemów – w pasmanterii nie dostałam gumy o odpowiedniej szerokości – musiałam zwęzić ją o mniej więcej 1/3, przez co strasznie się strzępiła. Dodatkowo owerlok odmówił mi współpracy. Poradziłam sobie jednak razem z moją Łucznikową Malwiną. 🙂

Dół podszewki wykończyłam za pomocą stopki owerlokowej i ściegu owerlokowego – korzystałam z takiego po raz pierwszy (wcześniej – nie mając jeszcze owerloka – brzegi obszywałam >>>za pomocą zygzaka<<< ). Szyje się nim długo – miałam wrażenie, że ten szew nigdy się nie skończy – ale efekt jest naprawdę ładny i estetyczny.

spódnica tiulowa0611

spódnica tiulowa0511

Tym razem spódnica wyszła. Ba! Uszyłam jeszcze mini wersję dla Haniulki. 🙂 Wystąpiłyśmy więc na weselu  – po raz pierwszy – w bliźniaczych kreacjach (zdjęć jeszcze nie mam, ale jak tylko dostanę to na pewno uzupełnię ten wpis), co automatycznie zrealizowało także kolejny punkt moich szyciowych inspiracji.

Z kwestii technicznych – na uszycie spódnicy dla siebie i Hani potrzebowałam 5 metrów tiulu o szerokości 280 cm (dla mnie 3 podwójne warstwy, dla Hani dwie) oraz ok.1,70 m podszewki o szerokości 150 cm.

Spódnica tiulowa z koła – efekt końcowy:

Przed wyjściem na wesele udało nam się zrobić kilka zdjęć. Nie powalają może kadrami, ale stwierdziłam, że oddają to, co chcę pokazać, a odwlekanie w czasie grozi totalnym zapomnieniem. Tak więc- moja wersja tiulówki prezentuje się tak:

spódnica tiulowa z koła

spódnica tiulowa z koła

spódnica tiulowa z koła

spódnica tiulowa z koła

…i tak:

spódnica tiulowa z koła

Jest wygodna, w moim wymarzonym gołębim kolorze, nie za bardzo i nie za mało stercząca… W sam raz. 🙂 Wbrew pierwotnemu zamysłowi nie połączyłam jej z pudrowo różową górą, a z czarną bluzką. Stwierdziłam, że wesele to okazja, gdzie taki zestaw kolorystyczny pasuje bardziej. Delikatniejszą wersję planuję jednak wykorzystać na roczek Hani. 🙂

Na koniec kilka rad, które pozwolą Wam uniknąć moich błędów w starciu z tiulem – trollem 🙂

  1. Nie lekceważ tej materii! – wygląda niepozornie, ale jest naprawdę kapryśna – a to ucieka, a to się pruje, w końcu nie daje się „złapać” szpilkom – daj sobie czas, jeżeli chcesz się zabrać za tiul 🙂
  2. Jeżeli szyjesz z jasnego tiulu, podłóż pod spód coś ciemnego – za pierwszym razem na to nie wpadłam, a znacznie ułatwia to odnalezienie kolejnych warstw i ich dobre połączenie.spódnica tiulowa0411
  3. Fastryguj – każde prucie niszczy delikatną strukturę tiulu.
  4. Jeżeli masz – na przykłada tak jak ja – 6 warstw tiulu – połącz je w 3 pary i kolejne przyłączaj do podszewki – będzie Ci łatwiej je połączyć i uniknąć wysunięcia się którejś. 🙂
  5. Podszewkę wykrój krótszą o ok. 2 cm, żeby nie wystawała spod spódnicy – wyglądałoby to bardzo nieestetycznie.
  6. Pognieciony tiul nie za bardzo nadaje się do prasowania – najlepiej jest zwilżyć go i dać mu samoistnie wyschnąć lub na przykład powiesić w łazience podczas ciepłej kąpieli – para powinna pomóc. Sposób wypróbowany już na welonie. 😉

Na dziś tyle. Podzielcie się ze mną swoją opinią, sposobami na poskromienie tiulu – a być może własnymi spódnicami z niego uszytymi. Czekam na Wasze komentarze! 🙂

Do następnego,

Dominika

 

PS. Pod każdym postem znajdują się przyciski „Lubię to” oraz „Udostępnij” – nie krępujcie się w tłumnym ich używaniu – dzięki temu moja praca włożona w post trafi do większej ilości Facebookowiczów. Z góry gorrrrąco dziękuję! 🙂